- Nie wtrącaj się ty mały idioto! - wrzasnęła lwica
- Ciociu jestem księciem naszej Ziemi i rozkazuję ci zostawić te lwiątka! A teraz jeśli pozwolisz ciociu Carmen to pójdę z nimi i zamieszkam w Magicznej Dolinie.
Lwica na słowa tego małego lwiaka zaczęła mierzyć mnie i moich przyjaciół wzrokiem. Nagle zatrzymała się na mnie, ale jej wzrok nie był już pełny gniewu, ale zdziwienia. Lwica zaczęła do mnie powoli podchodzić i powiedziała.
- Proszę wybaczcie moje zachowanie i zechciejcie przyjąć moje zaproszenie na obiad na naszej ziemi. A przynajmiej ty je przyjmij droga lwiczko. - te ostatnie zdanie skierowała do mnie. Nie wiem o co jej chodzi, ale przyblirzała się do mnie.
- Zostaw ją ciociu! - wrzasnął lwial
Po tych słowach nasza piątka, a teraz szóstka uciekła spowrotem na tereny Magicznej Doliny.
- Jeju! Pierwszy raz widzę lwy zza granicy. I jestem Tofauti, książe Czarnej Ziemi.
- Ja jestem Baridi przyszły król Magicznej Doliny. To są moi przyjaciele Dogo, Katy i Anabell, a to moja kuzynka Neshi.
Tofauti wyglądał na miłegi i na takiego co ma dobre zamiary.Ale czy jego niewinny wygląd jest tylko przykrywką?
- Przepraszam Baridi, ale czy nie mógłbyś zaprowadzić mnie do króla tej przepięknej ziemi? - zapytał nasz nowy znajomy.
- Pewnie.
A nie chcesz wracać na swoją ziemie? - zapytał Dogo, widocznie jest zazdrosny o to, że mój kuzyn ma nowego znajomego
- Nie. Nie jestem następcą tronu, a tutzltutaj czuję się znacznie lepiej niż na mojej ziemi.
- Baridi zaprowadźmy już Tofautiego do twojego taty. Powinniśmy mu się odwdzięczyć za to co dla nas zrobił. - powiedziałam
- Racja. Chodź Tofauti.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ja, Baridi i nasz nowy gość przyszliśmy do jaskini królewskiej.
- Ojcze to jest nasz znajomy Tofauti. - naszego gościa przedstawił Baridi
- Witaj wasza wysokośćci. Mam na imię Tofauti. Pochodzę z Czarnej ziemi i prosiłbym o przejęcie do twojego stada.
- Cóż... Tofauti możesz przyłączyć soę do stada. Dopuki nie znajdziemy ci rodziny zastępczej zajmie się tobą Misha.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Niestety Baridi musiał zostać na nauce u mojego wujka, a reszty nie mogłam znaznaleźč, więc postanowiłam pokazać Tofautiemu naszą ziemi.
- Więc tak Tofauti tam jest wodopuj, po prawej są skały lwiątek, po prawej baobab naszego szamana, a przed nami jest jezioro.
- Dzięki, że mnie oprowadziłaś Neshi.
- Naprawdę to była dla mnie wielka. Przyjemność. Wkońcu poznałam kogoś w moim wieku. W stadzie są lwiątka starsze odemnie.
- Tak samo jest u mnie w stadzie.
- Powinniśmy już wracać. Zaraz będzie ciemno.
Ja i Tofauti szliśmy w ciszy, po kilkuminutowej wędrówce doszliśmy do mojej jaskini.
- Tofauti idź już się połuż musimy porozmawiać z Neshi. - powiedział mój tata. Mam nadzieje, że nie dowiedział się o naszym wypadzie na ziemie wroga. Z rodzicami wyszliśmy z jaskini, a kiedy byliśmy już nana dworze zaczęła się rozmowa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział za nami. W sumie nie mam nic do ogłoszenia, oprucz tego, abyście zajrzeli do zakładki podpisz się. A teraz moja ulubiona część - pytania
1. Dlaczego Carmen nie zatrzymała Tofautiego?
2. Czy przyjęcie tofautiego do stada było dobrą decyzję?
3. Co sądzicie o Tofautim i jakie ma zamiary?

Spoko rozdział.Neshi nareszcie poznała kogoś w swoim wieku.
OdpowiedzUsuń1.Pewnie jakieś szantaże czy coś.
2.Nie wiem.
3.Wydaję się być ciekawą postacią i chyba nie ma złych zamiarów.
Czekam na nową notkę.
I zapraszam do mnie.
Pozdrawiam.